Jak przeżyć Mszę świętą i nie zwariować?

Często rozmawiam z wierzącymi, praktykującymi katolikami, którzy przyznają, że mają problem z tym jak przeżyć Mszę świętą. Z myślą o tych osobach dzielę się poradami, które mi pomogły.

Nudzi się i dłuży

Bądźmy szczerzy. Msza święta jest nudna. Współcześnie jesteśmy przyzwyczajeni do tego że wytwory kultury walczą o naszą uwagę. Wywiady w telewizji – szybkie, płytkie i wielowątkowe, filmy na youtube – pocięte i zmontowane bez chwili na oddech, paski w programach informacyjnych – jednozdaniowe, itd. Media walczą o nasza uwagę.

Tymczasem gdy przychodzimy na Mszę świętą zdaję się nam, że pozostaje ona w tyle. W swojej zewnętrznej formie jest taka sama od ponad 50 lat.

Rzecz w tym że nic nie jest nudne samo w sobie. To nasz subiektywny odbiór o tym decyduje. Co zatem robią osoby, którym się nie nudzi? Wiedzą w czym biorą udział. A co najważniejsze – biorą udział! To tak jak z zabawami integracyjnymi. Są zabawne kiedy w nich uczestniczymy. Z zewnątrz są żenujące. Musimy więc wnieść swoje zaangażowanie: wewnętrzne i zewnętrzne.

Zaangażowanie wewnętrzne to po prostu intencja z jaką przychodzimy na Mszę świętą. Po prostu to o co prosimy Boga albo za co mu dziękujemy. Trzymanie się tej myśli sprawia że Msza mija szybciej.

Po drugie zaangażowanie zewnętrzne. Mnie przestały dłużyć się celebracje dopiero kiedy zostałem księdzem. Trzeba więc poszukać swojej formy uczestnictwa. Może to być schola, chór, ministrantura, wspólnota lektorska, czy członkostwo w organizacji mającej “swoje” celebracje. Można też przeżyć Mszę świętą ze znajomymi i potraktować jako “wydarzenie towarzyskie”. Pomocne jest też poznanie konstrukcji Mszy i przeżywanie jej krok po kroku.

Nie mam ochoty

“Mogę przyjść do kościoła. W sumie godzina to nie długo ale zwyczajnie mi się nie chce”. Na problem zwykłego lenistwa pomocne mogą być rady z poprzedniego punktu.

Ważne jest żeby mieć swój rytuał w chodzeniu do kościoła. Pozytywnym nawyk, który pomoże nam przeżyć Mszę świętą i nie pozwoli dojść do głosu zniechęceniu. Nie chodzi o rytuał sam w sobie, ale o to żeby nie dopuścić pokusy do głosu. Należ zatem uczęszczać do kościoła na konkretną godzinie, w ustalonym typie ubrania, wychodzić punktualnie i zajmować w miarę możliwości się to samo miejsce.

Rzecz w tym, że te rytuały mają nam pomagać przeżyć Mszę świętą a nie nas niewolić. Chociaż są pomocne, z czasem mogą mierzić i paradoksalnie same wywołać znużenie. Dlatego warto je mieć i czasami świadomie robić od nich odstępstwo. Można pojechać do innej miejscowości, zwiedzić coś przy okazji, pójść na spacer, zobaczyć nieznany kościół, spędzić z rodziną czas w inny sposób itp.

Jakoś tak wychodzi, że się nie chodzi

Wiele osób chce przeżyć Mszę świętą, ale w zasadzie przez przypadek nie idzie do kościoła.

Ogólnie jesteśmy zorganizowani. Praca zawodowa, praca dodatkowa, praca w gospodarstwie domowym, dzieci, prace pozalekcyjne dzieci, hobby, wypoczynek, spotkania towarzyskie…

Tylko czemu brakuje czasu dla Boga? Mimo, że w sumie to nawet się chce pójść do kościoła to jakoś nie wychodzi. Nie wychodzi bo to co dotyczy życia duchowego najczęściej jest niewidoczne dla zmysłów i przez to nie jest podobne do reszty zajęć. Z tego powodu ustawiamy coniedzielną Mszę świętą poza ramami naszego życia pozostawiając spontaniczności.

To tak jak z chłopakiem, który nie wie jak postępować z dziewczynami i liczy na wielką miłość, która sama przyjdzie. Jakoś tak sama. I kończy się tym, że ma jedną randkę rocznie, albo chodzi z dziewczyną która mu się nie podoba.

Podobnie na Mszę można chodzić od przypadku do przypadku i dziwić się potem brakiem satysfakcji i skuteczności. Watro więc tak ustawić i przeżyć Mszę świętą jak każdy inny, ważny aspekt naszego życia.

Problemy ze skupieniem

Doszliśmy do kościoła. Bo co tydzień chodzimy. Tylko Msza wydaję się pędzić.

Ksiądz goni modlitwy, organista goni pieśni, ministrant czyta czytanie z prędkością pocisków wylatujących z AK-47. Obok babcia półgłosem mówi różaniec, zakrystian szturcha tacą a głośniki trzeszczą. Do tego nie mam nawet chwili, żeby zastanowić się z czym przyszedłem, dla kogo i po co.

Obowiązek niby spełniony, ale modlitwa wydaje się jakaś taka niesatysfakcjonująca. Inna niż ta szeptana na łonie natury, w świetle sukcesów i w cieniu przeciwności. Jakaś ta modlitwa nie taka. I faktycznie, chociaż powinno się unikać oceny jakości modlitwy, to jednak może być tak, że się rzeczywiście nie modlimy. Zamiast tego myślimy o tym co dzieje się w pracy, w domu, u znajomych albo co stuka u sąsiada w passacie.

Cały ten szum można i trzeba wygłuszyć, a robi się to przez siedzenie w ciszy. Sprawdzona norma to miedzy 30 a 60 minut. Oczywiście nie każdy ma możliwości by klęczeć w kościele przez godzinę nic nie robiąc. Można jednak wyciszyć się obserwując naturę, siedząc w parku lub spacerując. Jest to trudne do osiągnięcia, zwłaszcza dla rodziców małych dzieci ale warto zawalczyć o to by w skupieniu przeżyć Mszę świętą.

Nic mi to nie daje

James Mill – przedstawiciel utylitaryzmu

“Nie chodzę do kościoła bo mi to do niczego nie potrzebne. Wierzę w Boga, modlę się w domu, spowiadam się raz w roku na Wielkanoc, bo takie jest przykazanie. Kiedyś chodziłem ale teraz zrozumiałem, że to mi nic nie daje”.

Często mamy utylitarystyczne podejście do życia. To znaczy, że akceptujemy i popieramy tylko to co jest użyteczne. Jeżeli chcemy zauważyć sens w chodzeniu do kościoła i żyć w zgodzie ze swoimi przekonaniami nie warto walczyć z całym światopoglądem jaki mamy. Warto poznać jaki pożytek z Eucharystii płynie do duszy i zawierzyć że Bóg da nam tak przeżyć Mszę świętą.

Tacy teologowie mistyczni jak św. Jan od Krzyża, czy św. Teresa Wielka świadczą o tym jak wielkim pożytkiem dla duszy ludzkiej jest uczestnictwo we Mszy świętej. Jak wielkie zmiany w niej zachodzą i jakiej godności dostępuje. Jest to coś czego nie widać, ale istnieje.

Z drugiej strony, jeżeli tego potrzebujemy, szukajmy pożytku w rzeczach zewnętrznych, dostępnych dla zmysłów czyli w symbolice, pieśniach, czytaniach czy kazaniu. Niosą one ze sobą pożytek etyczny. Oznacza to, że nawet osoba niewierząca może z nich wynieść pożytek, gdyż często mówią o prawdach uniwersalnych.

Ludzie mnie denerwują

Klechy

Kim jest klecha? Na potrzeby tego artykułu przyjmijmy że to ksiądz katolicki o poglądach, wyglądzie, zachowaniu, który nam nie pasuje. Mogą nam nie pasować, rzeczy o których mówi w trakcie kazania: a to homofobia, a to modernistyczne zapędy lub zacietrzewienie w tradycji, zaangażowanie w politykę konkretnej partii itd.

Możemy z tym zrobić dwie rzeczy: albo mentalnie przeskoczyć do myślenia, że nie przychodzimy do księdza ale do Jezusa. Albo zmienić księdza. W większych parafiach może to oznaczać Msze prowadzone przez innego kapłana, w mniejszych – sąsiednią parafię. Chociaż polecam nie uprawiać tzw. churchingu, ale modlić się z własną wspólnotą parafialną.

Stare baby

Inną grupą, która może przeszkadzać nam przeżywać Mszę świętą są stare baby.

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Większość starszych kobiet, które znam to pobożne niewiasty. Mogą być dla mnie wzorem wytrwałości w wierze i stałości w modlitwie. Typowa stara baba wcale nie musi być stara, może być ledwo po trzydziestce. Co więcej, nawet nie musi być kobietą. Stare baby występują również wśród mężczyzn.

Osoba będąca typowym przedstawicielem Starych Bab charakteryzuje się przede wszystkim katolickim fundamentalizmem, nieświeżą odzieżą, pobożnością na pokaz i niezwykłą chęcią przekrzyczenia organisty mimo braku umiejętności wokalnych. Możemy dorzucić to tego takie zachowania jak sapanie nad uchem, jeżeli zajęliśmy jej miejsce, głośne komentarze do naszego ubioru i rozpychanie się łokciami w tłumie, zwłaszcza do adoracji Krzyża w Wielkie Piątek.

Jeżeli chcemy unikać starych bab warto pochodzić do kościoła na rożne godziny i sprawdzić kiedy ich zagęszczenie jest najmniejsze. Polecam też sprawdzić miejsce na chórze jeżeli to możliwe i miejsce pod chórem. Zwykle też lewa bądź prawa strona kościoła jest mniej obsadzona przez stare baby. Ciągnie swój do swego.

Bachory

Trzecią grupą osób, które mogą irytować i przeszkadzać w tym aby dobrze przeżyć Mszę świętą są bachory.

I znów… nie chodzi o normalne dzieci, ale o wrzeszczące bąbelki, z którymi sobie ojciec z matką nie radzą. Z reszta każdy wie, że to nie dziecko jest wszystkiemu winne.

No cóż, tu porady są podobne do tych co w przypadku starych bab. Należy jednak pamiętać, że mniej jest dzieci w kościołach na osiedlach zamieszkałych przez emerytów oraz na pierwszej i ostatniej Mszy w ciągu dnia.

Mam dobrą wymówkę

Czasami mamy dobry powód, żeby nie chodzić do kościoła. Ale to taki fest. Wymówki możemy podzielić na takie, które są rzeczywistą przeszkodą nie do pokonania i na takie, które tylko same w sobie są logiczne, ale jeżeli spojrzymy na nie z zewnątrz i w szerszym kontekście tracą siłę przekonywania.

Przeszkody

Na pierwszy rodzaj wymówek rzeczywiście nic nie jesteśmy w stanie poradzić, przynajmniej tu i teraz. Jeżeli przeszkadza nam praca, której nie możemy zmienić albo mieszkanie w miejscu na świecie pozbawionym księży katolickich. Może podlegamy tzw. wykluczeniu komunikacyjnemu, którego nie jesteśmy w stanie pokonać z pomocą sąsiadów czy rodziny.

W tych wszystkich wypadkach należy podejmować starania żeby stan rzeczy zmienić i mieć nadzieję, że z Bożą pomocą kiedyś sytuacja będzie inna.

Przekonania

Drugi rodzaj wymówek to te oparte na naszych przekonaniach.

Jest to np. pogląd, że skoro Bóg jest wszędzie to wszędzie możemy się modlić i kościół nie jest do tego potrzebny. To prawda, ale nie wszędzie jest obecna wspólnota Kościoła i substancjalnie obecny Jezus Chrystus w Komunii świętej i tylko w kościele jest sprawowany sakrament Eucharystii.

Innym argumentem jest to, że nie zgadzamy się ze społeczną postawą biskupów i księży np. w sprawie LGBT, in vitro, kwestii politycznych czy finansowych. Z powodu niezrozumienia i wewnętrznego buntu czujemy chęć zerwania jakichkolwiek stosunków z kościołem, przez co nie możemy też przeżyć Mszy świętej.

Jest to błąd. Co prawda możemy mieć poglądy polityczne bardziej lewicowe bądź prawicowe, od średniej przypadającej na księdza katolickiego i nadal pozostajemy katolikiem. Jeżeli chodzi jednak o kwestie szczegółowe światopoglądu to nauczanie społeczne Kościoła jest zawsze rozumowo uargumentowane i spisane w dokumentach. Należy ich szukać oraz próbować zrozumieć. Ostatecznie ciągle pamiętajmy, że nie chodzimy do kościoła dla księdza ale dla Chrystusa.

Każda nasza wymówka jest indywidualna i zmagając się z nią warto szukać wyjaśnienia i pomocy. Znajdziemy je u księdza, katechety lub katechetki, w internecie czy u bardziej zaangażowanych religijne członków rodziny lub znajomych.

Jeżeli Ci się podobało, proszę udostępnij dalej
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Author: Tobiasz Stasiński

1 thought on “Jak przeżyć Mszę świętą i nie zwariować?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *